Ja wszędzie czuję się jak w domu pod warunkiem, ze mam kawałek swojego miejsca. Nawet w Norwegii. Tu od razu poczułam się jak u siebie. Podobnie jak we Wrocławiu. Choć w zadnym z tych miejsc się nie urodziłam, nie spędziłam dzieciństwa. Lubię wracać do Wrocławia. A teraz w Norwegii jeszcze bardziej czuję się jak w domu, bo w końcu po kilku miesiącach i 2 litrach wódki mam polską telewizję. Nie znalazłam co prawda godnego uwagi programu publicystycznego, poważnego, gdzie dziennikarz nie narzuca rozmówcom co mają mówić, ale jakie wspaniałe filmy leciały w czasie żałoby narodowej. Chociaż tyle dobrego z tego naciąganego medialnie patosu. Czułe słówka, Stalowe magnolie... znowu ryczałam. Nawet jak setny raz będę oglądać te filmy to i tak zawsze będę płakać.
Wulkan sparaliżował ruch powietrzny, więc mój mąż był zmuszony pojechać autem do Polski na szkolenie. Martwię się. Sam, a tyle kilometrów do zrobienia i czasu mało niestety. Ale mój mąż jest wytrzymały w podróży. Co innego ja, śpię nawet jak prowadzę, jeśli akurat poczuję zmęczenie. Niestety.
Zostałam w Norwegii sama. Pierwszy raz. Co prawda jest tu Krzysiu, ale to nie to samo. Brat to nie mąż.
Mam plany, szerokie plany na te dwa tygodnie. Zdrowe jedzonko, bieganie, jazda na rowerze, bo mam juz rowerek. Prawie się popłakałam ze szczęscia jak go kupiłam. Po 34 latach pierwszy rower. Na szczęście łóżko jest za małe, bo chyba z radości bym z nim spała. Dobrze, że jazdy na rowerze się nie zapomina :)
Pogoda jak zwykle w kratkę. Tylko tu nikomu, oprócz mnie rzecz jasna, nie jest zimno. I wiem dlaczego. Norwegowie od dziecka są prawie non stop na dworze. Dzieci w przedszkolu spędzają większość czasu na dworze niezaleznie od aury za oknem. Każdy rodzic kupuje dziecku obowiązkowo przeciwdeszczowy kombinezon, i jak się dzieci w czasie spaceru ubłocą, ubrudzą to pani przedszkolanka wodą z węża ogrodowego poleje dzieci i po problemie. W szkole jest powtórka z rozrywki, ale bez polewania z weza. Chyba. Na przerwach nie mozna zostać w klasie ani nawet w szkole. Jak mówią norweskie dzici: to jest zabronione. Nie wazne czy leje, czy wieje musisz wyjść na dwór. Teraz juz wiem, dlaczego oni chodzą z krótkim rękawem i w sandałach jak jest 12 stopni :)
środa, 21 kwietnia 2010
czwartek, 15 kwietnia 2010
Owieczki
Nie wiem dlaczego zdziwiło mnie, ze zamiast krów pasą się tu owieczki. A co ma się paść, przeciez to góry! Koni jest tu bardzo duzo.
Do wczoraj było piękne słońce, dziś od rana lało, ale się wypogadza. Przestraszyłam się, ze ta pogoda, która była przez ostatni tydzień, to już lato. Temperatura 10-12 stopni, a ludzie chodzą z krótkim rękawem, w krótkich spodenkach, sandałkach. Nie wszyscy, ale wielu. I zastanowiło mnie, czy to wszystko na co stać Norwegię, oczywiście jeśli idzie o temperaturę. Mam nadzieję, ze nie.
Codzienne bieganie mi słuzy. Czuję się przez to fantastycznie. Mieszkamy w małej miejscowości, a tam jest kilka boisk, hala sportowa, ściezka zdrowia, siłownia. A to mała miejscowość. W dużych miastach w Polsce czasem nie ma takim warunków, a w Norwegii, gdzie chyba każdy uprawia jakiś sport, są takie warunki do uprawiania sportu. Zdziwiło mnie ostatnio, że grają mecz w deszczu, ale z drugiej strony, skoro przez większość roku tu pada, to pogoda jak kazda inna. Pada czy nie pada, starzy i młodzi chodzą na spacery, biegają, jezdza na rowerach, grają mecze. I my też połknęliśmy bakcyla, kupujemy rowery. Weekendy będą pod znakiem wycieczek rowerowych.
Przy okazji rowerów wyszło na jaw, ze w tym temacie jestem sto lat za murzynami. Mnie się wydawało, ze pójdę do sklepu z rowerami, pkazę Panu jaki rowerek chcę, Pan go zapakuje, ja zapłacę i zabiorę rowerek do domku. No to się bardzo pomyliłam, co uświadomił mi mój kochany mąż. Na szczęście on dostał zadanie wybrania odpowiednich rowerów dla nas, a nie ja, Okazuje się, ze hamulce są rózne w rowerach, amortyzatory ustawia się odpowiednio do wagi, w zalezności gdzie będę jeżdzić tez są inne rowery, no i nie mają pedałów, bo pedały kupuje się dopasowane do obuwia, w jakim się będzie jeździć, ramę dopasowuje się do wzrostu i jeszcze parę innych skomplikowanych zalezności. W życiu nie miałam roweru. Zawsze jeździłam na pozyczkowych. Więc w wieku 34 lat kupię sobie pierwszy rower. Mówiłam, sto lat za murzynami.
Do wczoraj było piękne słońce, dziś od rana lało, ale się wypogadza. Przestraszyłam się, ze ta pogoda, która była przez ostatni tydzień, to już lato. Temperatura 10-12 stopni, a ludzie chodzą z krótkim rękawem, w krótkich spodenkach, sandałkach. Nie wszyscy, ale wielu. I zastanowiło mnie, czy to wszystko na co stać Norwegię, oczywiście jeśli idzie o temperaturę. Mam nadzieję, ze nie.
Codzienne bieganie mi słuzy. Czuję się przez to fantastycznie. Mieszkamy w małej miejscowości, a tam jest kilka boisk, hala sportowa, ściezka zdrowia, siłownia. A to mała miejscowość. W dużych miastach w Polsce czasem nie ma takim warunków, a w Norwegii, gdzie chyba każdy uprawia jakiś sport, są takie warunki do uprawiania sportu. Zdziwiło mnie ostatnio, że grają mecz w deszczu, ale z drugiej strony, skoro przez większość roku tu pada, to pogoda jak kazda inna. Pada czy nie pada, starzy i młodzi chodzą na spacery, biegają, jezdza na rowerach, grają mecze. I my też połknęliśmy bakcyla, kupujemy rowery. Weekendy będą pod znakiem wycieczek rowerowych.
Przy okazji rowerów wyszło na jaw, ze w tym temacie jestem sto lat za murzynami. Mnie się wydawało, ze pójdę do sklepu z rowerami, pkazę Panu jaki rowerek chcę, Pan go zapakuje, ja zapłacę i zabiorę rowerek do domku. No to się bardzo pomyliłam, co uświadomił mi mój kochany mąż. Na szczęście on dostał zadanie wybrania odpowiednich rowerów dla nas, a nie ja, Okazuje się, ze hamulce są rózne w rowerach, amortyzatory ustawia się odpowiednio do wagi, w zalezności gdzie będę jeżdzić tez są inne rowery, no i nie mają pedałów, bo pedały kupuje się dopasowane do obuwia, w jakim się będzie jeździć, ramę dopasowuje się do wzrostu i jeszcze parę innych skomplikowanych zalezności. W życiu nie miałam roweru. Zawsze jeździłam na pozyczkowych. Więc w wieku 34 lat kupię sobie pierwszy rower. Mówiłam, sto lat za murzynami.
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Słoneczko
Przeprowadziliśmy się w piękne miejsce. Mieszkamy na górze, piękne widoki. A w dodatku ściezka zdrowia, rozlewisko, wrzosowiska, małe wodospady. Jest cudnie. Znowu biegam.
Ciekawe ile jeszcze przeprowadzek mnie w życiu czeka :) Urządzania domu, rozpakowywania kartonów, potem pakowania do kartonów i zabawa od nowa. Może w końcu uda mi się osiąść gdzieś na stałe. Chciałabym. Fajnie poznawać nowe miejsca, ale potrzebuję chyba przystani. Może mam naturę marynarza? Portów juz kilka mam, ale gdzie jest moja przystań?
Mój mąż jest biedny, musi niestety ciągle robić przemeblowania w kazdym nowym domu. Żona ma wizje, a on przenosi szafki. Kochany chłopak. Ja czuję się w kazdym domu jak u siebie, pod warunkiem, ze wniosę tam trochę siebie. Jakieś małe przemeblowanko, albo duże :)
Od piątku świeci słoneczko. Niebo bez żadnej chmurki. Bardzo długo jest widno, bo słońce zachodzi o 9. Jak nie ma chmurek to i tak jest widno długo, długo, a niedługo tylko na chwilę będzie zachodziło słoneczko. Poza tym ścieżka zdrowia jest oświetlona, można biegać w nocy. A swoją drogą, niedługo będę mogła iść na spacr o 1 nad ranem i będzie widno jak w dzień. Jeszcze nie umiem sobie tego wyobrazić. Ciekawość mnie zżera.
Jest coś takiego w tej Norwegii, że przyjmuje się zasady otoczenia. Oni jeżdżą wolniej - ja też (na mojego męża to jednak nie działa:( ), oni biegają - my też, jeżdżą na wycieczki - ja bym chciała, ale na mojego męża niestety to nie działa, popracuję nad tym :) Ja jestem przecież włóczykij. Ciągle w trasie. Czy ja kiedyś osiądę gdzieś na stałe?
Ciekawe ile jeszcze przeprowadzek mnie w życiu czeka :) Urządzania domu, rozpakowywania kartonów, potem pakowania do kartonów i zabawa od nowa. Może w końcu uda mi się osiąść gdzieś na stałe. Chciałabym. Fajnie poznawać nowe miejsca, ale potrzebuję chyba przystani. Może mam naturę marynarza? Portów juz kilka mam, ale gdzie jest moja przystań?
Mój mąż jest biedny, musi niestety ciągle robić przemeblowania w kazdym nowym domu. Żona ma wizje, a on przenosi szafki. Kochany chłopak. Ja czuję się w kazdym domu jak u siebie, pod warunkiem, ze wniosę tam trochę siebie. Jakieś małe przemeblowanko, albo duże :)
Od piątku świeci słoneczko. Niebo bez żadnej chmurki. Bardzo długo jest widno, bo słońce zachodzi o 9. Jak nie ma chmurek to i tak jest widno długo, długo, a niedługo tylko na chwilę będzie zachodziło słoneczko. Poza tym ścieżka zdrowia jest oświetlona, można biegać w nocy. A swoją drogą, niedługo będę mogła iść na spacr o 1 nad ranem i będzie widno jak w dzień. Jeszcze nie umiem sobie tego wyobrazić. Ciekawość mnie zżera.
Jest coś takiego w tej Norwegii, że przyjmuje się zasady otoczenia. Oni jeżdżą wolniej - ja też (na mojego męża to jednak nie działa:( ), oni biegają - my też, jeżdżą na wycieczki - ja bym chciała, ale na mojego męża niestety to nie działa, popracuję nad tym :) Ja jestem przecież włóczykij. Ciągle w trasie. Czy ja kiedyś osiądę gdzieś na stałe?
środa, 7 kwietnia 2010
Święta, święta ...
... i po świętach.
Do Polski popłynęliśmy promem. Rower jedzie szybciej, ale przynajmniej można dobrze wypocząć. Co mnie zdziwiło? Dyskoteka na promie. Kobiety po 60-tce bawią się z chłopcami 20-letnimi i nikt się z tego nie śmieje. Zwłaszcza koledzy chłopców :) Wspaniała tolerancja. Każdy miał świetny humor, zabawa była na całego. Prawdziwy luz, bez obawy, że ktoś kogoś obserwuje (oprócz mnie:), obgada, będzie oceniał.
W Norwegii jest taki zwyczaj na święta wielkanocne - wszędzie są kryminały. Drukują je na czym się da, nawet na kartonie od mleka. Można nawet wygrać jakieś gadżety, jak się udzieli odpowiedzi na zagadkę kryminalną. W norweskiej TV lecą prawie same kryminały, kilka pod rząd; pełno ich tez w gazetach. Dlaczego? Bo Chrystusa też zamordowano. Ciekawe tłumaczenie. To taka tradycja od przeszło 100 lat. Kiedyś publikowano je w prasie, na opakowaniach a teraz są wszędzie.
W Polsce święta upłynęły pod znakiem obżarstwa. Jak to w Polsce. Spacerów zero, bo nie ma siły od stołu wstać. Jak kiedyś zrobię święta u siebie, to będzie inaczej. Zupełnie inaczej. Wspólne spacery, gry, gotowanie itd. Taka jednocząca atmosfera, żeby ten czas różnił się zupełnie od wspólnego obiadu z rodziną. Żeby było czuć, ze to święta. Szczególny okres. Marzę o takich świętach. Ale cóż, jak się jedzie do rodziny - trzeba się dostosować. I żreć za pięciu, bo jedzeniem tego nazwać nie mozna. A moze starym zwyczajem się zbuntuję :)
Co w Norwegii? Pada oczywiście :) Nie, nie pada, leje.
Ale dziś śpimy w nowym domku i jest się czym cieszyć. Muszę zapamiętać pierwszy sen (dzięki Kama :).
Do Polski popłynęliśmy promem. Rower jedzie szybciej, ale przynajmniej można dobrze wypocząć. Co mnie zdziwiło? Dyskoteka na promie. Kobiety po 60-tce bawią się z chłopcami 20-letnimi i nikt się z tego nie śmieje. Zwłaszcza koledzy chłopców :) Wspaniała tolerancja. Każdy miał świetny humor, zabawa była na całego. Prawdziwy luz, bez obawy, że ktoś kogoś obserwuje (oprócz mnie:), obgada, będzie oceniał.
W Norwegii jest taki zwyczaj na święta wielkanocne - wszędzie są kryminały. Drukują je na czym się da, nawet na kartonie od mleka. Można nawet wygrać jakieś gadżety, jak się udzieli odpowiedzi na zagadkę kryminalną. W norweskiej TV lecą prawie same kryminały, kilka pod rząd; pełno ich tez w gazetach. Dlaczego? Bo Chrystusa też zamordowano. Ciekawe tłumaczenie. To taka tradycja od przeszło 100 lat. Kiedyś publikowano je w prasie, na opakowaniach a teraz są wszędzie.
W Polsce święta upłynęły pod znakiem obżarstwa. Jak to w Polsce. Spacerów zero, bo nie ma siły od stołu wstać. Jak kiedyś zrobię święta u siebie, to będzie inaczej. Zupełnie inaczej. Wspólne spacery, gry, gotowanie itd. Taka jednocząca atmosfera, żeby ten czas różnił się zupełnie od wspólnego obiadu z rodziną. Żeby było czuć, ze to święta. Szczególny okres. Marzę o takich świętach. Ale cóż, jak się jedzie do rodziny - trzeba się dostosować. I żreć za pięciu, bo jedzeniem tego nazwać nie mozna. A moze starym zwyczajem się zbuntuję :)
Co w Norwegii? Pada oczywiście :) Nie, nie pada, leje.
Ale dziś śpimy w nowym domku i jest się czym cieszyć. Muszę zapamiętać pierwszy sen (dzięki Kama :).
środa, 24 marca 2010
O trawie, suszarkach i płotach
Śnieg topnieje w zastraszającym tempie. Jeszcze tydzień temu wszystko było białe, a teraz w nielicznych tylko miejscach można zobaczyć śnieg. Trawa ma jeszcze żółtawy kolor, ale i tak cieszy swoim widokiem. Wiosna idzie. Choć, jak czytam, w Polsce prawie lato :)
Zaskakujące jak szybko to stopniało. Przez weekend. Ciepło (+6) i deszczyk. I teraz pada na potęgę.
Z mojego biegania nici, bo dresu przeciwdeszczowego nie mam. A leje dzień w dzień. A jak nie leje to mam norweski. Ciągle pod górkę :)
Podoba mi się, że tu nikt się nie odgradza od sąsiada wielkim murem. Nikt tu nie ma płotu, takiego prawdziwego płotu jak w Polsce. Jeśli stawiają jakieś ogrodzenie, to tylko mały, wysokości pół metra płotek z drzewa, kamieni lub krzaczków, i to tylko po to, żeby pokazać, że za nim jest skarpa. Stromo w dół. Płot ma tu tylko zastosowanie w 2 przypadkach - odgrodzenie od jakiegoś niebezpiecznego miejsca, żeby inni zwrócili uwagę i zachowali ostrożność, a także ogrodzenie pastwiska dla owiec czy innych zwierzątek.
Podobno norwegowie nie zamykają domów, nawet jak wychodzą. Takie mają poczucie bezpieczeństwa. Gdyby zauwazyli, ze ktoś zamyka swój dom, to pewnie wpadliby w panikę. Aut podobno też nie zamykaja. Musi w tym coś być, bo przez kilka dni widzieliśmy auto zaparkowane przy ulicy, pierwszego dnia kluczyki leżały obok niego, a już przez następne dni - na dachu. Nikt go nie ukradł. A bryka była niezła. I centrum Bergen.
Ciekawe jest to, że tu standardem w mieszkaniu jest suszarka do prania. Fantastyczne urządzenie. No i oczywiście express do kawy z filtra. Ale tego akurat nie pochwalam. Wystarczy przynieść tylko swoje rzeczy, bo reszta jest, naczynia, sprzęty kuchenne, żelazko, deska, odkurzacz, TV, pościel, ręczniki, kołdry, poduszki i nawet grill - mają takie domowe zestawy balkonowe czy biwakowe.
W piątek płyniemy do Danii, a potem ino myk i już we Wrocku. Fantastycznie. Zobaczę słoneczko, poczuję ciepły wiaterek na policzkach.
Zaskakujące jak szybko to stopniało. Przez weekend. Ciepło (+6) i deszczyk. I teraz pada na potęgę.
Z mojego biegania nici, bo dresu przeciwdeszczowego nie mam. A leje dzień w dzień. A jak nie leje to mam norweski. Ciągle pod górkę :)
Podoba mi się, że tu nikt się nie odgradza od sąsiada wielkim murem. Nikt tu nie ma płotu, takiego prawdziwego płotu jak w Polsce. Jeśli stawiają jakieś ogrodzenie, to tylko mały, wysokości pół metra płotek z drzewa, kamieni lub krzaczków, i to tylko po to, żeby pokazać, że za nim jest skarpa. Stromo w dół. Płot ma tu tylko zastosowanie w 2 przypadkach - odgrodzenie od jakiegoś niebezpiecznego miejsca, żeby inni zwrócili uwagę i zachowali ostrożność, a także ogrodzenie pastwiska dla owiec czy innych zwierzątek.
Podobno norwegowie nie zamykają domów, nawet jak wychodzą. Takie mają poczucie bezpieczeństwa. Gdyby zauwazyli, ze ktoś zamyka swój dom, to pewnie wpadliby w panikę. Aut podobno też nie zamykaja. Musi w tym coś być, bo przez kilka dni widzieliśmy auto zaparkowane przy ulicy, pierwszego dnia kluczyki leżały obok niego, a już przez następne dni - na dachu. Nikt go nie ukradł. A bryka była niezła. I centrum Bergen.
Ciekawe jest to, że tu standardem w mieszkaniu jest suszarka do prania. Fantastyczne urządzenie. No i oczywiście express do kawy z filtra. Ale tego akurat nie pochwalam. Wystarczy przynieść tylko swoje rzeczy, bo reszta jest, naczynia, sprzęty kuchenne, żelazko, deska, odkurzacz, TV, pościel, ręczniki, kołdry, poduszki i nawet grill - mają takie domowe zestawy balkonowe czy biwakowe.
W piątek płyniemy do Danii, a potem ino myk i już we Wrocku. Fantastycznie. Zobaczę słoneczko, poczuję ciepły wiaterek na policzkach.
niedziela, 21 marca 2010
Czy im nie jest zimno?
Odkąd tu jestem, to myślę, ze Norwegowie nie odczuwają zimna. -15 na dworze, a tu zawsze przy kawiarniach, restauracjach są tzw. "ogródki". I siedzą w nich ludzie, piją piwo, wino, coś czasem szamią. Nie ważne czy pada śnieg, deszcz, czy wieje tak, że chce głowę urwać. Jeśli chodzi o pogodę, no coż, przez pół roku nie ma tu słońca, większość dni leje, a oni jakby tego nie zauważali. Dziś rano biegałam. Kiedy wyszłam z domu okazało się, że jest mżawka. Słowo się rzekło, biegam. Pobiegłam do Bryggen, a tam duzo ludzi na spacerach, z dziećmi, pary, samotni, sporo zwiedzających. Ludzie śpią na łodziach. Co prawda pierwszy dzień wiosny, ale temperatura tu nie jest jeszcze oszałamiająca, w dzień około 5, w nocy oczywiście zimniej.
Musieli pokochać ta pogodę, bo innej nie maja. Ale mogliby wzorem Polaków, narzekać. W końcu mają na co. Cudownie patrzeć na ludzi zadowolonych z życia, nie narzekajacych na wszystkie okoliczności. Mnie się tez to udziela.
A do biegania wracając, dziś rano stała się rzecz niezwykla, zapragnęłam pobiegać. O 8 rano! I zeby mi nie przeszło (bo spotkalo mnie to pierwszy raz w życiu) ubrałam się w dres i w drogę. Mój mąż do tej pory nie może wyjść ze zdziwienia, że mnie się zachciało biegać. Nienawidziłam tego i zarzekalam się, że nie będę tego robić. To chyba wpływ Norwegów. Bardzo duzo ludzi tu biega. Wiek nie ma znaczenia. Norwegowie kochają sport, wycieczki, spacery, rowery, narty, łódki itd. To taka norweska tradycja. Ja nigdy za sportem nie przepadałam, ale jak na nich patrzę, to same mnie nogi niosą. Muszę pielęgnować to uczucie, bo po bieganiu czułam się fantastycznie.
Musieli pokochać ta pogodę, bo innej nie maja. Ale mogliby wzorem Polaków, narzekać. W końcu mają na co. Cudownie patrzeć na ludzi zadowolonych z życia, nie narzekajacych na wszystkie okoliczności. Mnie się tez to udziela.
A do biegania wracając, dziś rano stała się rzecz niezwykla, zapragnęłam pobiegać. O 8 rano! I zeby mi nie przeszło (bo spotkalo mnie to pierwszy raz w życiu) ubrałam się w dres i w drogę. Mój mąż do tej pory nie może wyjść ze zdziwienia, że mnie się zachciało biegać. Nienawidziłam tego i zarzekalam się, że nie będę tego robić. To chyba wpływ Norwegów. Bardzo duzo ludzi tu biega. Wiek nie ma znaczenia. Norwegowie kochają sport, wycieczki, spacery, rowery, narty, łódki itd. To taka norweska tradycja. Ja nigdy za sportem nie przepadałam, ale jak na nich patrzę, to same mnie nogi niosą. Muszę pielęgnować to uczucie, bo po bieganiu czułam się fantastycznie.
czwartek, 18 marca 2010
Ciągle ta pogoda
Od kilku dni pada i pada. Czasem nawet leje. Rzadko przestaje. Śnieg się zmywa. Jest szaro-buro ale nic to. Norwegów pogoda nie przeraża wcale. Mnie się to wydaje niemożliwe, ale tak właśnie jest. Nawet na puszkach z piwem są napisy, że w Norwegii nie ma złej pogody, można być co najwyżej źle ubranym. To prawda. Zestaw przeciwdeszczowy należy mieć zawsze ze sobą.
Zaczynam obserwować tu przygotowania do Wielkanocy. Dominującą religią w Norwegii jest luteranizm. Ciekawa jestem jak wygląda Wielkanoc w tym obrządku. Napewno kolory naszych Świąt Wielkanocnych się pojawiają. Żółty, bladozielony. Widziałam tez w sklepie pisanki i różne świąteczne odzoby. Słyszałam , że to raczej Święto o wymarze rodzinnym, a nie religijnym. W tym czasie Norwegowie jeżdżą na narty (z kazdej okazji jedzą na narty), opalają się, bo od tego czasu jest więcej słońca. Oczywiście na stoku się opalają, w czasie jazdy. I jedzą dużo pomarańczy, to u nich symbol Wielkanocy. Potraw wielkanocnych tu raczej nie ma, ale pewnie znajdą się jakieś zółto-zielone mrożonki :) Jedyny zwyczaj wielkanocny jaki tu panuje to obdarowywanie się sztucznymi jajkami ze słodyczami w środku. Ciekawa jestem czy jest tu jakaś szczególna atmosfera. Do tej pory nie zauważyłam zadnej wystawy w sklepach z kurczakami, jakami itd. W Polsce jak tylko sylwester minie, zaczynają pojawiać się w marketach te paskudne sztuczne żonkile, króliczki, sztuczne bazie, pisanki itd. Tu gdzieś tam coś leży, ale żadnej wystawy w klimacie świątecznym nie widziałam. Moze obudzą się przed świętami. Oni są bardziej powolni.
Lepiej mają tylko pod jednym względem od nas, że świętować zaczynają od wielkiego czwartku, od tego dnia nie idą do pracy.
Z obserwacji: słońce wschodzi tu o godzinę później, i zachodzi też godzinę później niż w Polsce, więc jest fajniej, bo dłużej można cieszyć się dniem. A niedługo będzie jeszcze lepiej bo słoneczko będzie zachodziło tylko na chwilę w nocy :)
Zaczynam obserwować tu przygotowania do Wielkanocy. Dominującą religią w Norwegii jest luteranizm. Ciekawa jestem jak wygląda Wielkanoc w tym obrządku. Napewno kolory naszych Świąt Wielkanocnych się pojawiają. Żółty, bladozielony. Widziałam tez w sklepie pisanki i różne świąteczne odzoby. Słyszałam , że to raczej Święto o wymarze rodzinnym, a nie religijnym. W tym czasie Norwegowie jeżdżą na narty (z kazdej okazji jedzą na narty), opalają się, bo od tego czasu jest więcej słońca. Oczywiście na stoku się opalają, w czasie jazdy. I jedzą dużo pomarańczy, to u nich symbol Wielkanocy. Potraw wielkanocnych tu raczej nie ma, ale pewnie znajdą się jakieś zółto-zielone mrożonki :) Jedyny zwyczaj wielkanocny jaki tu panuje to obdarowywanie się sztucznymi jajkami ze słodyczami w środku. Ciekawa jestem czy jest tu jakaś szczególna atmosfera. Do tej pory nie zauważyłam zadnej wystawy w sklepach z kurczakami, jakami itd. W Polsce jak tylko sylwester minie, zaczynają pojawiać się w marketach te paskudne sztuczne żonkile, króliczki, sztuczne bazie, pisanki itd. Tu gdzieś tam coś leży, ale żadnej wystawy w klimacie świątecznym nie widziałam. Moze obudzą się przed świętami. Oni są bardziej powolni.
Lepiej mają tylko pod jednym względem od nas, że świętować zaczynają od wielkiego czwartku, od tego dnia nie idą do pracy.
Z obserwacji: słońce wschodzi tu o godzinę później, i zachodzi też godzinę później niż w Polsce, więc jest fajniej, bo dłużej można cieszyć się dniem. A niedługo będzie jeszcze lepiej bo słoneczko będzie zachodziło tylko na chwilę w nocy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)