czwartek, 16 grudnia 2010

Biało

A to niespodziewanka. Mialo już nie sypać sniegiem. I bardzo się dzis rano zdziwilam, jak po przebudzeniu wydalalo mi się, że w domu jest za jasno. Za oknem leżal snieżek. A wczoraj wieczorem padal deszcz, wlasciwie to byla ulewa, która zmyla ulice do czysta. Więc mamy calkiem nowiutki snieżek, prawie biale drogi. Do pracy jechalo się fatalnie. Wracalo jeszcze gorzej, bo caly dzien snieg padal jak szalony. Do domu nie podjechalismy samochodem. Porzucilismy pojazd i dalej na piechotę. Nie dalo rady. Lańcuchów nie chcialo się zakladać. Czlowiek to jednak leniwy jest, zwlaszcza jak jest glodny, a po obiedzie jest nie mniej, ale już z przejedzenia.
Na morzu sztorm. A jutro plyniemy do Danii. W sobotę rano dobijemy do brzegu cywilizacji. Jak będziemy we Wroclawiu, to wtedy dopiero będzie pelna cywilizacja.
Dzis w pracy byl "julebord" czyli bożonarodzeniowy stól, tlumacząc doslownie. Taki odpowiednik polskiej Wigilii. No i oczywiscie tradycyjne danie norweskich swiąt na nim królowalo. Ale na szczęscie byly też inne smakolyki.
Zakupy zrobione, prezenty kupione. Szczęscie moje jest nie do opisania.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Świątecznie

Pięknie jest. Do piątku, do poludnia sypal snieg, bylo bosko. Góry wyglądają cudnie kiedy są cale osnieżone. Jednak czar prysl po poludniu. Zaczęlo lać. Do soboty splynęlo wszystko, poza tym co odgarnialam :) Wyszlo na ich. Nie odgarniać, w razie ulewy splynie wszystko. Lód jest na chodnikach i miejscami na drogach. Nie cierpię lodu! No i leży slynny już żwirek Pani Hani, soltysowej Warszawy. Rozsypują go na ulice, chodniki, potem sprzątają, ale częsć przynosimy do domku pod bucikami. Niestety.
Szal swiątecznych zakupów. Sklepy są otwarte też w niedzielę. Od 14 do 19, więc bardziej logicznie niż w Polsce. Naród oszalal. My też. Nawet kupilismy prezent dla autka. Łańcuchy na kola. Inaczej nie ma mowy o wjechaniu pod górę czy zjechaniu z niej kiedy jest snieżek.
Norwegowie przecudnie zdobią domki na swięta, a raczej okna, tarasy, schody, drzewa w ogródkach. Wieczorem jest przepieknię. Wlasciwie przez większosć czasu, bo dzień trwa teraz nie cale 6 godzin. Ale zważywszy na dzisiejszą noc meteorytów, to nawet się cieszę. W Polsce pogody dzis nie ma, ale za to w Norwegii jest przepiękne czyste niebo, jak rzadko i cala masa gwiazd.

środa, 8 grudnia 2010

Odsnieżanie

Sniegu znowu sypnęlo. Znowu jako jedyna odsnieżalam przed domem. Wszyscy mają lopaty do sniegu, nawet przed domami je trzymają. Nie wiem za bardzo o co chodzi. Mają, nawet wyjeli ze schowka, ale nikt nie odsnieża. Jakas manifestacja? Pochwalić się chcą? A może nie bylo przy tym instrukcji jak używać, bo Norweg jak nie dostanie instrukcji, to nie wie, i sam nie wymysli co do czego. Instrukcja tu jest niezbędna. Tu ktos kto pisze instrukcje może zrobić wielką karierę. Więc jesli przy lopacie do sniegu nie bylo instrukcji, to sprawa się robi oczywista. Ale z drugiej strony widzieli mnie kilka razy, mojego męża jak odsnieżamy i nie nauczyli się. Może jednak wolą zajęcia indywidualne? Albo zastanawiają się co Ci dzicy ludzie z Polski wyprawiają. Po co odsnieżać snieg, skoro zaraz i tak albo spadnie nowy, albo ten się stopi. Glupiego robota. Dobrze, że nie zaczelam odsnieżać naszego miejsca parkingowego, bo na mur beton wywieźliby mnie do czubków.
W centrum handlowym mój ulubiony Norweg gra na pianinie i spiewa. Ulubiony, bo gra i spiewa. I usmiecha się do wszystkich, można go poprosić o piosenkę, kolendę, a on zagra i zaspiewa. To jest cudowne. Zawsze trafiam na tego samego, starszego pana. Może inni też grają. Generalnie kolo poludnia w centrum jest glównie mlodzież i emeryci. I ja. Odsnieżarka z dzikiego kraju.

niedziela, 5 grudnia 2010

Zima

Dzis znowu spadl snieg. Pięknie jest. Atmosfera iscie swiąteczna. Wczoraj zrobilismy rundkę po Bergen, choinka w fontannie stoi, ale tak samo biedna jak w zeszlym roku. Wielka, ale lampek na niej tyle co na lekarstwo. Dookola choinki lodowisko.
Centra handlowe pękają w szwach. Czyli podobnie jak w Polsce o tej porze. Nie ma gdzie samochodu postawić. Każdy wychodzi ze sklepu obladowany jak wielblad. Centrum handlowe oczywiscie pięknie i swiątecznie przystrojone.
Skusilismy się na swiąteczne jedzenie. Żeby zjesć ich narodowe dania trzeba mieć zdrowie jak koń. Naprawdę niesamowicie ciężkostrawne. Ale deserki to zdecydowanie mój faworyt. Moglabym jesć i jesć.
Wszyscy nasi sasiedzi i nie tylko nasi :) mają jż pieknie przystrojone domy, glównie okna. Żeby nie wyglądać jak poganie też postanowilismy ozdobić nasze. Mam bombki, muszę poszukać czegos co by jeszcze swiecilo. Zamiast choinki mamy gwiazdę betlejemską. Dobre i to. Pierwszy raz w życiu w domu nie będę miala choinki. Trochę dziwnie się z tym czuję. Ale w sumie 17.12 jedziemy do Polski, a wracamy 5.01. Prawie 3 tygodnie poza Norwegią. Chyba dostanę rozgrzeszenie :)

środa, 1 grudnia 2010

Śniegu brak

Patrzę z zazdroscią na obrazki z Polski, na zasypane miasta i wsie, i aż zazdroszczę. Tu oprócz mrozu i wiatru, żadnego sniegu nie widać. Chyba, że wysoko w górach.
Zasypują nas za to gazetkami swiątecznymi. Tu na wzór swiąteczny przerabiają wszystko. Ciasto swiąteczne, kielbasa swiąteczna, cukierki, piwo, soki, rożne gatunki mięs, slodycze itd. A na opakowaniach do mleka np, są drukowane piosenki swiąteczne. Na Wielkanoc drukowano kryminaly. Może jakies historyjki też będą, ale póki co moge sobie pospiewać z opakowaniem mleka, tylko, ze nut mi nie dali :)
W sobotę w Bergen, z okazji postawienia choinki na srodku fontanny byl koncert, a po jego zakończeniu pokaz fajerwerków. Cos pięknego. W zeszlym roku, kiedy o tej porze zlożylam wizytę kontrolna mojemu mężowi, o tej wlasnie porze, ludzilam się, że to na moją czesć te fajerwerki. A to dla choinki. Nie udalo mi się kolejny raz zalapać na koncert, ale w przyszlym roku nie odpuszczę. Będę stala na mrozie, w tlumie ludzi i sluchala koncertu. Piękna tradycja. Choinka też piękna. Bergen jeszcze malo kolorowe, chociaż ta najbardziej ekskluzywna ulica handlowa jest ugwieżdżona. Centra handlowe już dawno rozpoczęly sezon. Wszędzie zapraszają promocjami, plakatami, na których życzą mi udanych zakupów swiątecznych. Udane to one mam nadzieję będą, ale w Polsce :)

poniedziałek, 22 listopada 2010

Boże Narodzenie po norwesku

Dostalam poważne zażalenie, że dawno nie pisalam, więc przepraszam i poprawiam się :)
O czym dzis? Zbliżają się swięta, więc o JULEBORD.
Zalamalam się kiedy zobaczylam co jedzą Norwegowie w czasie swiąt Bożego Narodzenia, a jeszcze bardziej się zalamalam, jak dowiedzialam się co jedzą jeszcze.
Danie glówne to żeberka, w zaleznosci od regionu ze swinki lub owieczki. U nas z owieczki.
Ostatnio bylismy na takim swiątecznym przyjęciu. Większosć jadla (mieli odwagę, to jedli, ja nie mialam, zresztą to nie na moje zdrowie) żeberka, które są bardzo slone i tluste, na rozgotowanej kapuscie i ziemniakami w mundurkach. Druga grupa zajadala się tymiż samymi żeberkami, ale z kawalkiem boczku, oczywiscie tlustego i kawalkiem kielbasy, nie muszę wspominać, że tlustej. Do tego ziemniaczki w mundurkach. To nie jest za smaczne, sami to mówią i dlatego popija się to ichnią okowitą. Na deser ciapa z ryżu z sosem czerwonym, nie wiadomo z czego, w drugiej wersji cos o konsystencji ubitej smietany z tym samym sosem. Jadlam breję z ryżu. Nie najgorsze, ale ja lubię wszystko co jest slodkie. Niestety dowiedzialam się też, że w niektórych domach praktukuje się jedzenie owczej glowy, ze wszystkim, z oczami wlącznie. Plus jest taki, że nie trzeba się glowić nad kilkunastoma potrawami, tak jak w Polsce.
Bylismy na imprezie w startm browarze, w ktorym jest też muzeum piwa i gdzie się dowiedzialam, że w Norwegii kiedys picie w pracy bylo dozwolone, zwlaszcza jak wykorzystywano zaprzęgi konne do transportu. Koń drogę znal, więc woźnica mógl i byl zalany w trupa. Nawet kilku w tym browarze zmarlo z przepicia.
A co do picia, tu w lokalach alkohol jest podawany tylko do 2 nad ranem, o 3 nad ranem należy lokal opuscić. Niestety państwo policyjne debatuje, czy aby nie skrócić czasu podawania alkoholu, żeby zmniejszyć przestępczosć. Traktują doroslych jak dzieci. Prohibicja w USA nic nie dala, oprócz rowoju czarnego rynku. Ale to naród bez wyobraźni, więc i myslenie bardzo proste.

wtorek, 9 listopada 2010

Święta, święta

W Polsce oburzamy się, że Swięta Bożego Narodzenia zaczynają się w sklepach już po 1 listopada. Narzekamy, że nie czuć atmosfery swiąt kiedy się je zaczyna 2 miesiące wczesniej. Wiesza się na ulicach ozdoby, choinki ustawia na wystawach sklepów, wiesza swiąteczne girlandy itd.
W Norwegii swięta zaczynają się już od początku października. Slodycze swiąteczne, piwo swiąteczne, ozdoby itd. Slowem w sklepach już swiątecznie od miesiaca, a do swiąt jeszcze dużo czasu. I jak tu poczuć w grudniu swiąteczną atmosferę, skoro patrzy sie na to wszystko od 3 miesięcy? Pech chce, że nie mają tu w listopadzie Swięta Zmarlych, więc jak tylko sprzedadzą przybory do szkoly, wstawiają towary swiąteczne.
Na dworze też swiątecznie, bo w sobotę wieczorem spadl znowu snieg. I lezy. A oni tu nie odsnieżają podjazdów. Po prostu spadl to leży, więc czekamy aż się stopi. I jeszcze ten nieszczęsny lód. Nienawidzę lodu.
Widoki są jednak niesamowite. I piękna pogoda, ale troszkę zimno.
I co tu robić w tym kraju? Umieram z nudów! Nuda, nuda, nuda i jeszcze raz nuda!

sobota, 6 listopada 2010

Mało dyplomatycznie

W zeszlym tygodniu mialam assesment. To czego sie dowiedzialam, utwierdzilo mnie tylko w przekonaniu, że jestem doskonalym obserwatorem. Pan, z którym się spotkalam, powiedzial, że Norwegowie nie chcą się uczyć i pracowac. Nie chcą studiować, dlatego tak bardzo potrzeba tu ludzi z innych krajów. Polacy są tu wysoce cenieni, zwlaszcza ze wzgędu na pracowitosć.
Norweg w szkole uczy się jak żyć w grupie, spoleczeństwie, wspólpracować itd. Poziom nauki mizerny. Studiować im się nie chce. Największe braki są na studiach inżynierskich i medycznych. Brak ludzi.
Pracowac tez im się nie chce, bo na rencie dostają takie same pieniądze jak ludzie, którzy pracują. I mają oczywiscie bardzo wysokie mniemanie o sobie. A wszystko co norweskie jest najlepsze, Norwegowie wszystko robia najlepiej, więdzą lepiej.
I tak się zastanawiam, dlaczego taki niedouczony, leniwy Norweg ma o sobie i swoim kraju tak swietne mniemanie, a wyksztalcony i pracowity Polak mysli zazwyczaj źle o sobie, że o Polsce już nie wspomnę. Jedyna nasza wada to brak znajomosci językow. Przez to wiekszosć Polaków pracuje tu fizycznie.
Jak to ropa wplywa na mniemanie o sobie. Ale gdyby nie Amerykanie, którzy pokazali co z nią zrobić, jak wydobywać, gdyby nie inne nacje, które pomagaly budować calą infrastrukturę, nauczyli wszystkiego od A do Z, bo Norweg nie jest pomyslowy i sam by na nic nie wpadl, to pewnie wymienialiby rope jak Indianie zloto na kolorowe paciorki.

niedziela, 24 października 2010

Światowy Dzień Walki z Nadwagą

To i ja na diecie od tygodnia. Ale na detoksie. Czlowiek czuje się fantastycznie. Wlasciwie to moglabym się tak odżywiać non stop. I ile ma się po tym energii.
Norwegowie pewnie na diecie nie są. Nie widać tego na ulicy. A w sklepach niewiele jest zdrowych produktów. Za to niezdrowych cala masa. Tu nawet każde maslo, a wlasciwie cos do smarowania pieczywa jest slone. Nie znalazlam żadnego innego. O prawdziwym masle nie wspomnę, nie widzialam. A szkoda. Przeraża mnie jak oni tu jedzą, a raczej co oni tu jedzą. Ale może to dobra dieta, skoro na wszystkie dolegliwosci pomaga Paracet. Wielu Norwegów ma problemy z cholesterolem, chociaż tu tyle ryb dookola. Ale mięsko lepsze. I to jakie. Żeberka, tluste kotlety, ziemniaki purre, pizza i cala rodzina fast food'ów. Im bardziej przetworzone, tym lepiej.
Jednego mnie nauczyl ten przyjazd do Norwegii. Nie wyciągaj wniosków na podstawie cudzych opinii i kreowanego przez kogos wizerunku. W tym wypadku przez Norwegię i jej mieszkańców. Pomyslalam, że to kraj naprawdę wzorowy, dużo lepszy od naszej Polski. Nic bardziej mylnego. Ani tu zdrowiej, ani czysciej, ani lepiej, przynajmniej dla mnie. Ostatnio często powtarzam, że cudze chwalicie a swego nie znacie, a raczej nie doceniacie.

czwartek, 21 października 2010

Zima

Jeszcze nie zdązylam wspomnieć o tym, że zaczęla się jesień, że listki opadaja, że góry mają cudne kolory, a dzis rano zacząl sypać snieg. I tak sypie do tej pory. Masakra. Dzień krótki, o 7.30 kiedy jadę do pracy, jest ciemno. A dopiero minąl miesiąc jesieni. Mam nadzieję, że roztopi się to szybko. Opony ciągle letnie.
Oby do Norwegii nie zawitala kolejna zima stulecia, wystarczy mi poprzednia. Plus, że nie bylo deszczu, ale snieg leżal kilka miesięcy. A może to dzięki niej bylo tak ladnie w tym roku, malo deszczu, dużo slońca. Jesli tak, to może jednak niech będzie tak zimno jak ostatniej zimy. Podobno pogoda nas w tym roku tu rozpieszczala. Fakt, że dni deszczowych bylo malo. Ale żeby zaraz rozpieszczala?
A Norwegom to oczywiscie nie przeszkadza. Snieg wali a oni wózeczki i z dziećmi na spacerek. Życie toczy się dalej. Jakby nigdy nic.
Ale krajobraz jest cudny. Kocham snieg w górach. Niesamowite widoki.
Oooo, przestalo padać. Może jednak się stopi i będę mogla pojechać do sklepu. W lodówce tylko mrożone powietrze i swiatlo.

środa, 20 października 2010

Wrodzony zespół niedoboru jodu...

... czyli kretynizm. Jestem w tym kraju od 10 miesięcy i myslę, że spora częsć spoleczeństwa na to cierpi.
Kiedy tu jechalam, wydawalo mi się, że będę mogla czegos tu się nauczyć, bo to przecież jeden z najbogatszych krajów na swiecie. Nie wiem dlaczego myslalam, że w związku z tym ludzie są tu też jacy super wyksztalceni. No i się rozczarowalam. Gdyby nie ropa, to pewnie oni do nas przyjeżdżali by na zarobek. Tylko jak? Za co wybudowaliby lotniska i drogi? Dalej rozmnażaliby się w ramach jednej wsi.
Norweg w pracy odpoczywa, takie mam wrażenie. Pije ciągle kawkę, wychodzi na papieroska, je lunch, czyta gazetę, internet, rozmawia z kolegami, a jak już się potwornie nudzi, to popracuje. Ktos mi ostatnio powiedzial, że Norweg do pracy przychodzi, a Polak w pracy pracuje. Dlatego nas tu tak cenią. Ale oczywiscie przy remontach i sprzątaniu, pracy w przedszkolu. Nie zapominajmy o pielęgniarkach, które z uwagi na wysoki poziom nauczania w Polsce moglyby tu z powodzeniem leczyć. Norweski lekarz na studiach ma luz, tylko 1 lek, awaryjnie drugi. Paracet lub Ibux, czyli odpowiedniki paracetamolu i ibupromu.
Jesli pracownikowi norweskiemu nie wytlumaczy się wszystkiego jak krowie na rowie, to nie ruszy palcem, bo nie musi. Tak są rozpuszczeni.
Wydaje im się zapewne, że Polacy to niewyksztalcony naród, bo większosć z tych, którzy tu przyjeżdzają do pracy nie zna języków. Ale kto tu przyjeżdża do pracy zazwyczaj? Ludzie slabo wyksztalceni. Dla nich Norwegia to raj, przede wszystkim ekonomiczny. Tu stać ich na takie życie, o jakim mogliby pomarzyć w Polsce. Stać ich na dom, samochód, wakacje. Taki jest tu standard. Każdego tu na to stać. W Polsce za swoje pensje nie dostaliby nawet mieszkania na kredyt. I na podstawie takich ludzi Norwegowie wyrabiają sobie opinię o Polakach i szufladkują nas jako tępych roboli.
Ja mam przyjemnosć pracować z wyksztalconymi Norwegami i niestety innowacyjnosci, pomyslowosci i wielu innych cech, tak pożądanych przez polskich pracodawców, im brak. Wszystko trzeba pokazać. Klania się wąska specjalizacja.
Jesli ktos jedzie tu z myslą o rozwoju osobistym (ja bylam przekonana, że wlasnie się tu jakos doksztalcę, rozwinę), a nie finansowym (choć jak się w Polsce dobrze zarabia, to nie warto tu jechać) i ma za sobą jakies doswiadczenie zawodowe, to może się gorzko rozczarować. Smiem twierdzić, że poza językiem nie nauczy się zbyt wiele. Chyba, że jak "szanować" pracę :)
Ale czy ktos mi w to uwierzy? Chyba tylko ten, kto tu byl, jest lub będzie i przekona się na wlasne oczy.

sobota, 16 października 2010

Wózek inwalidzki

W Polsce na ulicach widać niewielu ludzi poruszających się na wózkach inwalidzkich. Ulice słabo przystosowane, podjazdy, sklepy to samo. W dużych miastach może nie ma takiego wielkiego problemu, ale w malych miejscowosciach nie jest z tym najlepiej.
W Norwegii inwalidzi, którzy nie moga chodzić, mają wózki elektryczne, a drogi i budynki są przystosowane do poruszania się po nich. I to jest wspaniale.
W Polsce nie dosć, że wózki w większosci są napędzane rękami inwalidy, to jeszcze nie ma przystosowanej infrastruktury do jazdy. Inwalidzi większosć czasu spędzają w domach i są uzależnieni od pomocy innych. Nie wyjadą z domu, bo schody, brak windy, progi itd.
W Norwegii inwalida jest bardziej nieżależny. I nie musi użuwać rąk, żeby napędzać wózek. Może wyjsć na spacer, pojechać do sklepu po zakupy, zalatwić sprawę w urzędzie. Wiele samochodów też jest przystosowanych do przewożenia ludzi na wózkach. Mają zamontowane specjalne podnosniki. Inwalida czuje się tu więc zdecydowanie lepiej niż w Polsce. A napewno godniej, bo nie jest uzależnionych od innych w takim stopniu jak w naszym pięknym kraju nad Wisłą.

piątek, 8 października 2010

Jak kotki

Dzis znowu mi odbilo i po powrocie z pracy przebralam się w dres i poszlam biegać. Forest Gump w Norwegii. Jak ja się kiedys rozpędzę...
Dzis biegalam po bosiku, tam jest bieżnia, tartan, lepiej dla kolan. Jak tu dlużej pomieszkam, to będę jak kozica biegać po skalach.
I cos mi się w czasie tego biegania rzucilo na oczy. W polskich szkolach dzieci na lekcjach wychowania fizycznego przy skoku w dal, skaczą do piaskownicy. A w Norwegii... do żwirku! Jak kotki :) No bo tu piasku nie ma. Przynajmniej nie w tej częsci Norwegii.
Po perturbacjach z norweską slużbą zdrowia stwierdzam, że Norwegia ma więcej minusów niż plusów.
Póki co trzeba znaleźć dom do kupienia. A kupić tu dom nie jest latwo, bo tu najpopularniejszą metoda zakupu nieruchomosci jest przetarg. Masakra. Dla kupującego oczywiscie, sprzedający zaciera ręce. W Polsce też to zaczyna się powoli rodzić, ale proporcja mieszkań sprzedawanych w drodze przetargu jest odwrotnie proporcjonalna do tego takiej sprzedaży w Polsce.

piątek, 1 października 2010

Orkiestra dęta

Kolega z pracy zaprosil mnie na koncert orkiestry dętej, w której gra. Pojechalismy, to pól godziny drogi od nas. We wsi, mniejszej niż nasze miasteczko są 2 orkiestry dęte! I jak wspaniale grają. Ludzie tu potrafią się naprawdę poswięcić swoim pasjom. Ba, mają na to czas. Nikt nie siedzi w pracy od rana do nocy, jak w Polsce, ludzie są bardziej zżyci ze sobą, cos jak u nas za komuny. Tu jest cale morze serdecznosci, otwartosci. Nawet na takim koncercie, mimo, że na wsi, dla rodzin muzyków glownie i dwójki przybyszy z Polski :) dyrygenci opowiadali o każdym utworze, który będą grać i oczywiscie o jego kompozytorze. Jak na prawdziwym koncercie, stroje galowe, wręczanie kwiatów, poczęstunek w przerwie.
Jedno co się rzucilo na oczy, a czego w miescie nie widać, to wady u ludzi. Masa ludzi ma zdeformowane twarze, kończyny. Czyszczenie rasy z wad genetycznych trwa, ale jeszcze pewnie duzo czasu uplynie, zanim dziewczynki będą mialy 2 takie same ręce. To smutny widok. Dobrze, że teraz mają drogi, mosty, tunele i nie muszą się spotykać z córką wujka, bo do sasiedniej wsi nie ma się jak dostać.
Wczoraj byl Dzień chlopaka. Upieklam więc szarlotkę. Oczywiscie glównie dla męża, bo to jego ulubione ciacho, ale zanioslam też kolegom z pracy i ulubionemu sąsiadowi. Kiedy wytlumaczylam im z jakiej to okazji, zapytali dlaczego jest dzień kobiet i chlopaka, a nie mężczyzny. A to takie proste! Przecież mężczyźni dojrzewają tylko do 10 roku życia, a potem to już tylko rosną :)

sobota, 25 września 2010

Strajk włoski

Ja już chyba rozgryzlam ten naród! Oni pewnie kiedys robili strajk wloski i ktos im zapomnial powiedzieć, że już koniec strajkowania. Ten ich system pracy dokladnie przypomina strajk wloski. Wszystko zgodnie z procedurami, zwlaszcza w instytucjach różnego typu.
Ostatnio kolega mi opowiadal, że z dużą gorączką, dreszczami i w fatalnym stanie pojechal w sobotę na pogotowie, w którym my ostatnio spędzilismy 3 godziny, i tam, po bardzo dlugim oczekiwaniu, poinformowano go, że ma najpierw isc do lekarza pierwszego kontaktu. Umrzyj, wykończ się, ale ma być zgodnie z procedurą. Wariatkowo. Polacy narzekają na swoją slużbę zdrowia! Przyjedźcie tu! Nie dosć, że za każdą wizytę do wartosci 1650 NOK się placi, to jeszcze na wszystko przepisują Paracet, czyli Paracetamol, po którym ja się czuję, jakbym cos brala! Czy masz rozwolnienie, czy boli Cię glowa, czy masz gorączkę, czy urwalo Ci nogę - weź Paracet.
Dzień się skraca, slonko późno wstaje. Zima idzie. Brrr
Aha, trawka żólknie i góry mają znowy boskie kolory.

czwartek, 23 września 2010

Por

Wczoraj na zakupach doznalam szoku. Pan kasjer na widok pora zapytal: co to jest? Nie moglam w to uwierzyć. Jak można nie wiedzieć, co to jest por?! Jednak ta ich wąska specjalizacja jest jeszcze wąższa niż sądzilam.
Wczoraj też spędzilam uroczy wieczór na pogotowiu. 3 godziny czekania, aż przyjmie lekarz, mimo, ze wizyta byla umówiona na 20.15. Tak, tu na pogotowie trzeba się umawiać. Każdy czeka w kolejce. Najlepiej więc umówić się wczesniej. Nikomu się tu nie spierzy. No po prostu nikomu. W polskich firmach każdy Norweg bylby zwolniony najwyżej po kilku godzinach pracy. Oni zanim zaczną pracować, to się chyba zastanawiają dlugo jak to zrobic żeby bylo bezpiecznie itd. Gdyby którys polski pracodawca mógł tu przyjechać o poobserwować Norwegów w pracy, to naprawdę dalby swoim pracownikom gigantyczne nagrody.
Odczuwam samotnosć za gadaniem z ludźmi. Jeszcze tak nie bylo, żebym nie miala z kim porozmawiać. Smutne. Jak zacznę gadać sama do siebie, to odwiozę się do wariatkowa. To nawet blisko.

wtorek, 21 września 2010

Jak na wycieczce

Ostatnio zdalam sobie sprawę, że w Norwegii każdego dnia czuję się jak na wycieczce. Wszystko jest tu dla mnie nowe, krajobrazy nie przestają mnie zachwycać każdego dnia. To jest fantastyczne uczucie. Krajobraz zresztą zmienia się tu każdego dnia, góry mają inny kolor, w zależnosci od tego co jest na niebie. Czasem są sloneczne, zielone, czasem granatowe, a czasami tak leje, że wcale ich nie widać, albo wszystko uslane jest mglą. Woda też zmienia swój kolor w zależnosci od tego jak wyglada niebo. W Norwegii można się zakochać wlasnie przez tą różnorodnosć. A mogloby się wydawać, że góry są dosć monotonne.
Z życia Norwegów: tu króluje wąska specjalizacja i coraz częsciej się o tym przekonuję. Jakim nieszczęsciem jest takie ograniczanie czlowieka. I jakim blogoslawieństwem jest umiejętnosć robienia kilku rzeczy naraz, posiadania kilku umiejętnosci, specjalizacji. Norwegowie jednak bardziej skupiają się na tym, dlaczego my nie mówimy po angielsku. Trochę prymitywny naród. Nie zauważają, że my bez znajomosci języka potrafimy zrobić i zalatwić więcej, niż oni z jego znajomoscią. Oni jednak tego nie widzą, albo nie chcą widziec i dlatego traktują nas jak dalekich, biednych krewnych. Smutne.

niedziela, 19 września 2010

Strój do pracy

Ostatnio ubralam się do biura dosć elegancko. I okazalo się, że koleżanki i koledzy z pracy mysleli, że po pracy idę na jakies przjęcie :) No tak, bez leginsów, trampek, czy trepów musialam wyglądać smiesznie na ich tle. A pomysleć, że w Polsce taki strój to norma. Nawet wymóg w pracy. Zwlaszcza jesli pracuje się w biurze. U nas wszystko jest takie sztywne, wszystko potrzebne jest na wczoraj, pracownik na nic nie ma czasu. Wszyscy się ciagle gdzie spieszą. A tu na wszytko jest czas. Na prace, na kawe, na czytanie gazet. Niesamowity spokjoj psychiczny. Dlaczego nie moze byc tak w Polsce. Potrzeba nam takiego niesamowitego spokoju. Chyba dla żadnego Norwega praca nie jest stresem. Nie może być. Jak?
A wracając do stroju, to Polski pracodawca by się zalamal, gdyby zobaczyl pracowników w takim stroju jak zwykli chodzić do pracy Norwegowie. Trepy, dresy, dżinsy i sweter to szczyt elegancji. Naprawdę.
Pogoda się nie porawia, ale jedziemy dzis oglądać piękne wodospady, które pojawiają się tylko jak leje. Jak się okazuje, deszcz ma też swój urok. Hmmm...

czwartek, 16 września 2010

O poczcie i krojeniu chleba

Wysylanie listów z Norwegii do Polski to skomplikowane. Po pierwsze dlatego, że niewtajemniczonym ciężko ją znaleźć, bo jest zazwyczaj w sklepach KIWI - zielone spożywczaki.
A po drugie - o Polakach się mówi, że boimy się przyznać, że nie rozumiemy co się do nas mówi w obcym języku, który ponoć rozumiemy. I tak jest rzeczywiscie z pracownikami, że boją się, ze zostaną zwolnieni z pracy, jak nie zrozumieją co się do nich mówi, więc nie pytają, udają, że rozumieją, co rodzi czasem sporo problemów. Ale jak się przekonalam, Norwegowie sa nie lepsi. Wczoraj chcialam wyslać list polecony do Polski. Kosztuje 160 NOK (80 PLN)! Tlumaczę Pani po angielsku o co mi chodzi, ona wystraszona wola kolegę, ten następnego. W końcu znalazl się odważny! Tlumaczę więc po raz trzeci czego chcę, za mną czeka jeden klient. Pan oczywiscie rozumie (uhmmm), liczy, zastanawia się, grzebie w szufladach, ale naklejkę "R" omija z daleka. Nakleja znaczki itd, a ja nadal nie mam potwierdzenia i "R-ki" na kopercie. Hmmm. Skończyl naklejać i patrzy co ja tu jeszcze robię, może nie wierzę, że on potrafi ladnie przyklejać znaczki. Patrzy na mnie dalej zdziwiony bardzo, więc go pytam, gdzie moje potwierdzenie. On wystraszony mówi, że taki list bedzie droższy. Szybko mi powiedzial! Udawanie szlo mu mistrzowsko, zresztą Norwegwie cale dnie ćwiczą udawanie, że pracują, więc doswiadczenie ma. Jeszcze raz zaczynamy zabawę. Kolejka za mną - 5 osób. Dobrze, że to Norwegowie, Polacy pobiliby mnie i Pana też. W końcu dostaję moją "R-kę"!
I jeszcze jedna niespodzianka. W Norwegii zazwyczaj chleb jest w nie pokrojony. Obok stoiska z pieczywem stoi takie metalowe urządzenie, z zaokrągloną kopulą, czasem otwartą. Nie podobne jest to do niczego, co znamy ze sklepu (przynajmniej ja nie widzialam tego w Polsce). Jesli kopulka jest otwarta, to trzeba otworzyć, wsadzić tam chleb, i zamknąć pokrywę. Chleb wyjdzie dolem, oczywiscie pokrojony. Na maszynie jest taka metalowa dluga "szyna", najlepiej na nią polożyć pokrojony chleb (ostrożnie), naciągnąć worek (jest przy maszynie - pomysleli o wszystkim), zdjąć chleb razem z workiem, worek zakleić tasmą (też jest automat do tego przy maszynie), wsadzić w oryginalne opakowanie chleba i do kasy. Jak kogos to przerasta, to albo wykaże się cierpliwoscią i poobserwuje znawców tematu, albo pokroi sobie w domku.
Ktos zapomnial w niebie kran zakęcić!

wtorek, 14 września 2010

Pora deszczowa znowu powraca

Moje życie w Norwegii kręci się niezmiennie wokól pogody. Po pięknym tygodniu, naprawdę pięknym, nadeszla pora deszczowa. Leje tak, jakby wiatr chcial zamiatać ziemię. Jakby ktos z węża strażackiego gasil pożar.
Przeszkada mi to o tyle, ze bardzo ciężko jeździ się w takich warunkach, zwlaszcza po górskich drogach, a poza tym psuje mi to widok z okna w pracy. Nie zanosi się na to, żeby przestalo padać w tym tygodniu, i w następnym raczej też nie. Ciekawe czy do Bożego Narodzenia przestanie :)
Coraz bardziej przekonuję się, że w pracy jest pelen luz. Dresy, adidasy, i bieganie na boso, czy jak teraz - w skarpetach - to norma. No i morze kawy od rana. Ja ze swoją wodą i nie jedzeniem jaj na lunch wychodzę na dziwadlo. No i jeszcze pracuję chyba "po polsku" czyli za szybko. Dziwi ich moje tempo. Oni, zanim cos zrobią, to zastanawiają się na tym bardzo, bardzo, ale to bardzo dlugo. Nie mój rytm.
Uczę się norweskiego, ale czy się go nauczę? Będzie to trudne w tym regionie, bo róznica między moim norweskim, a tym, którym oni się tu poslugują, ma się tak jak język polski powrzechnie używany do gwary góralskiej. Zdalam sobie sprawę z tego po obejrzeniu odcinka serialu polsatowskiego "Szpilki na giewoncie". Niby cos tam rozumiem, ale niestety z górolem się nie dogadam. Jeszcze dlugo nie.